Te plany są zbudowane tak, jak budowaliby je miejscowi: wokół kolei, sezonów i prawdy, że nie da się zobaczyć wszystkiego. Każdy wskazuje swoje bazy — śpij w mniejszej liczbie miejsc, rób więcej wycieczek — i prowadzi prosto do cen hoteli na każdy przystanek.
Wpisane złote zasady: nigdy nie wjeżdżaj autem na Półwysep Helski w letni weekend; wydmom daj świt, nie południe; traktuj wrzesień jako pierwszy wybór, nie rezerwę; i śpij przynajmniej jedną noc tam, dokąd inaczej pojechałbyś na jeden dzień — wieczorami wybrzeże jest najlepsze.
Wieża Mariacka na otwarcie, Żuraw i Muzeum Morskie, Mariacka o zmierzchu, wędzona ryba nad Motławą. Jeden idealny dzień z timingiem omijającym wycieczki.
Dzień pierwszy hanzeatycki rdzeń Gdańska; drugi — poranek na molo, modernizm Gdyni i zachód na klifie Orłowa — wszystko SKM-ką, bez auta, jeden hotel.
Dwa dni trójmiejskie, nocleg w Malborku dla podświetlonych murów i pustych porannych dziedzińców, na koniec dzień plażowy na Stogach albo w Sopocie.
Trójmiasto (3 noce) → półwysep pociągiem (2, Jastarnia) → Łeba dla wydm (2). Plaże obu wód, jeden świt na piaskowej pustyni, zero korków.
Baza gospodarska Kartuzy/Chmielno (4 noce: kajaki, Wieżyca, sezon truskawkowy), potem Charzykowy (3: żagle, tucholskie sosny, Brda). Pomorze bez soli.
Gdańsk (3) → Malbork (1) → Mierzeja Wiślana (2, Krynica) → Półwysep Helski (2) → Łeba (2) → Ustka (2) → noc zamkowa Słupsk/Bytów (1) → Kaszuby (1). Całe województwo, głównie koleją.