Pomorze to jeden z niewielu polskich regionów do objechania naprawdę bez auta — jeśli poznasz jego trzy systemy. Kolejka SKM to kręgosłup: Gdańsk–Sopot–Gdynia co kilka minut, z grubsza od 5 rano do północy, tanio i bez nerwów o parking. Kolej regionalna przedłuża kręgosłup: Malbork w 40 minut, Słupsk w niecałe dwie godziny, Hel własną malowniczą linią po mierzei.
Trzeci system to woda: letnie tramwaje wodne łączą Sopot, Gdynię i Hel, zamieniając transport w zwiedzanie. Czego unikać — wiadomo: jedynej drogi na Półwysep Helski, która w lipcowe weekendy korkuje się na godziny, gdy pociąg płynie obok. Auto zarabia na siebie tylko na Kaszubach i dalekim zachodzie.
Gdańsk Główny–Sopot w 12 minut, Gdynia w 21. Bilet z automatu albo aplikacji, skasuj raz i traktuj całe Trójmiasto jak jedno miasto. Nocne autobusy domykają dobę.
Pociąg jedzie 35-kilometrową mierzeją z przebłyskami morza po obu stronach, zatrzymując się w każdym kurorcie. W lipcu–sierpniu bije drogę o dosłowne godziny. Rowery w większości składów bezpłatnie.
Sezonowe szybkie promy z Sopotu i Gdyni na Hel — około godziny przez zatokę, która sama jest najlepszym widokiem dnia. Rezerwuj poranne rejsy; popołudniowe znikają.
Szybkie pociągi przez cały dzień czynią z największego zamku Europy bezwysiłkowy nocleg albo jednodniówkę; dworzec 15 minut pieszo od bramy.
Linia lotniskowa łączy z Wrzeszczem i Gdańskiem Głównym i biegnie dalej ku Kartuzom — rzadkie europejskie lotnisko z pociągiem prosto na pojezierze.
Niecałe dwie godziny do Słupska, potem 20-minutowy shuttle na plażę Ustki. Sezonowe bezpośrednie do Łeby; poza tym przesiadka w Lęborku.
Głębokie wsie Kaszub, Bytów, mierzeja poza sezonem i świty na wydmach: wynajmij na te dni, parkuj za darmo przy agroturystykach.
Jedna droga, trzy kurorty, zero alternatyw: sobotnie kolejki sięgają 3–4 godzin w każdą stronę. Jedź pociągiem albo promem i spędź te godziny na piasku.