Otwórz etap, by zobaczyć, co mijasz i gdzie tej nocy śpisz.
Trasa Ucieczka w lasy i jeziora Szwajcarii Kaszubskiej liczy 190 km — od miejscowości Gdynia po Sopot w 2 etapach, średnio po 95 km. Najdłuższy dzień to etap 2 (105 km, z metą w miejscowości Sopot); najłagodniejszy — etap 1, 85 km do miejscowości Kartuzy. Jedziesz ją w zapisanej kolejności, ale każda etapowa miejscowość działa jako punkt wejścia lub zejścia z trasy, więc łatwo pociąć ją na krótsze wyjazdy.
Noclegi wypadają kolejno: Kartuzy, Sopot — każdy do zarezerwowania z kart etapów powyżej. Najpierw rezerwuj najmniejsze przystanki: wieś z garścią pensjonatów wyprzedaje się na tygodnie przed kurortem z pięćdziesięcioma hotelami.
Pomorskie wycieczki samochodowe wynagradzają prostą dyscyplinę: etapy przejeżdżaj rano, zwiedzaj po południu i parkuj przed kolacją. Dystanse są tu krótkie jak na road trip — większość etapów to 45–125 km — ale pokusa dorzucenia „jeszcze jednego” punktu widokowego jest stała, a najlepsze momenty regionu (zamkowy dziedziniec o otwarciu, wydmowy grzbiet przed autokarami) wydarzają się wcześnie. Paliwa i ładowarek nie brakuje wzdłuż korytarzy DK6 i S7, w pasie jezior jest ich mniej — zatankuj przed skrętem w głąb lądu.
Polskie drogi nadmorskie są dobre i spokojne poza lipcem i sierpniem. Dwa słynne wyjątki to jedyna droga na Półwysep Helski (kolejki po 3–4 godziny w letnie weekendy — przyjedź o świcie albo zrób ten odcinek pociągiem) i centra miejscowości plażowych w sierpniowe soboty, gdy szczytuje ruch turnusowy. W każdym kurorcie działają strefy płatnego parkowania; obejściem jest wybór hoteli z własnym parkingiem, który większość pensjonatów poza największymi miastami oferuje za darmo.
Każda miejscowość noclegowa na trasie ma łóżka do zarezerwowania przyciskami powyżej — najpierw rezerwuj najmniejsze miejscowości, bo wieś z ośmioma pensjonatami wyprzedaje się dużo wcześniej niż miasto z setką hoteli.
Maj, czerwiec i wrzesień to miesiące stworzone do jazdy: długie światło, otwarte atrakcje, puste drogi i ceny hoteli 30–40% poniżej sierpniowego szczytu. Lipiec i sierpień przynoszą najcieplejsze morze i wszystkie festiwale naraz — wspaniale, ale każdy nocleg rezerwuj z tygodniami zapasu i licz się z tym, że nadmorskie drogi w weekendy pełzną.
Trasa działa też zimą, tylko inaczej: uzdrowiska są otwarte, zamkowe wnętrza niemal puste, a oglądanie sztormów nad Bałtykiem ma swoich wiernych. Część sezonowych atrakcji (meleksy na wydmy, tramwaje wodne, kolejki wąskotorowe) pauzuje od października do kwietnia — sprawdź godziny otwarcia wszystkiego, co ma dźwigać cały dzień.
Pakuj się na cztery pory roku w jednym bagażniku: Bałtyk potrafi zaserwować 17°C i mżawkę w lipcu albo 24°C pod koniec września. Na wybrzeżu warstwa wiatroszczelna znaczy więcej niż parasol. Strój kąpielowy bierz niezależnie od miesiąca, jeśli trasa dotyka uzdrowiska — kąpiele solankowe działają cały rok.
Gotówka jest niemal zbędna (karty działają i w smażalniach, i na parkingach), ale monety przydają się przy starszych parkomatach i wiejskich toaletach. Tarcza parkingowa UE, kamizelka odblaskowa i trójkąt ostrzegawczy to w Polsce wyposażenie obowiązkowe; auta z wypożyczalni mają je w zestawie.
Auto najłatwiej wypożyczyć na lotnisku w Gdańsku, z możliwością zdania w Szczecinie albo Warszawie przy trasach przez pół kraju. Polskie autostrady są dla aut osobowych częściowo płatne (oś północ–południe A1); nadmorska DK6/S6 jest bezpłatna. Limity prędkości: 50 km/h w terenie zabudowanym, 90 poza nim, 120 na ekspresówkach — egzekwowane fotoradarami i bez taryfy ulgowej.
Jeśli etap kończy się w miejscu z koleją (Gdańsk, Malbork, Słupsk), rozważ zaparkowanie auta na dzień i wycieczki pociągiem — miejskie parkowanie to jedyna naprawdę irytująca strona jazdy po tym regionie.
Dobre jedzenie na pomorskim road tripie to kwestia zaufania portom i wsiom bardziej niż promenadom. Każdy port wybrzeża utrzymuje wędzarnię na dębowym drewnie, gdzie halibut, szproty i węgorz schodzą ciepłe z rusztów za kilka euro; właściwy obiad je się na falochronie, z chlebem i ogórkiem. W głębi lądu wypatruj przydrożnej karczmy: kartoflane kluski, pieczona gęś na Kaszubach, leśne grzyby jesienią i porcje skalibrowane pod pracujących w polu.
Miasta dokładają wyższy rejestr — nabrzeże Gdańska przeżywa prawdziwy restauracyjny boom i ma pierwsze wyróżnienie Michelin w regionie — a bar mleczny przetrwał wszędzie jako kantyna z pierogami i kompotem za 5 €. Piątkowe i sobotnie kolacje w kurortach rezerwuj w lipcu i sierpniu; na każdy inny posiłek wchodzisz z ulicy.
Pomorze to region niskiej przestępczości i wysokiego porządku — praktyczne ryzyka są drogowe, nie osobiste. Uważaj na rowerzystów na poboczach w plażowej okolicy (prawo wymaga 1 m odstępu przy wyprzedzaniu), nieoświetlone pojazdy rolne o zmierzchu w głębi lądu i zero tolerancji dla alkoholu za kółkiem: polski limit to 0,2 promila, czyli praktycznie nic, a kontrole w letnie weekendy są rutyną.
Numer alarmowy 112 działa wszędzie, z operatorami mówiącymi po angielsku. Aptek jest mnóstwo, a farmaceuci często znają angielski; karty EKUZ/GHIC pokrywają państwową opiekę zdrowotną. Flagi na plażach są egzekwowane: czerwona znaczy zakaz kąpieli, a prądy strugowe otwartego Bałtyku zasługują na szacunek, jaki okazują im miejscowi.